Tenisklub.pl
 
 
Strona główna Aktualności Publicystyka Wyniki Na żywo Multimedia Tenis w TV Ogłoszenia Forum Magazyn Tenisklub Portal Tenisklub Amatorski Tenis Polski
  
Login

Hasło
  
   
 
Tytuł newsa 
  

2010-01-17 / 16:02:15 / Michał Jaśniewicz

Tomasz Krasoń: Powrót starej gwardii i atak nowej fali


31 stycznia 2009 roku. Na korcie Roda Lavera Serena Williams ośmiesza Dinarę Safinę, a media i kibice jednogłośnie ubolewają nad kryzysem kobiecego tenisa. 1 lutego 2009 roku. W tej samej scenerii Rafael Nadal pokonuje Rogera Federera, po epickiej batalii i doprowadza mistrza z Bazylei do łez. Świat z podziwem patrzy na kolejną odsłonę pojedynku gigantów i czeka na erę hiszpańskiego dominatora. Od tych pamiętnych wydarzeń mija rok. Wielkimi krokami zbliża się kolejny Australian Open, który z wielkością Nadala i łatwością Sereny może rozprawić się z zeszłorocznymi sądami.

Wiatr z przeszłości
Od ubiegłorocznego Australian Open doszło w kobiecym tenisie do obrotu o 180 stopni. Precyzując, do dwóch obrotów o 90 stopni. Sprawczynią pierwszego była Kim Clijsters, która w wielkim stylu wygrała US Open. Kilka miesięcy później w jej ślady poszła Justine Henin, również wracając na korty w formie nie gorszej niż przed emeryturą. Belgijskie gwiazdy jako jedne z niewielu tenisistek były, i dalej są, w stanie nawiązać równorzędną walkę z siostrami Williams. Tak było podczas wielkoszlemowych imprez przed kilkoma laty, gdy półfinały rozgrywały się właśnie pomiędzy wspomnianą czwórką (np. Australian Open 2003). Wiele wskazuje, że w Melbourne będzie nam dane obserwować powrót do przeszłości. Tak być może, ale wcale nie musi.

Realizacja takiego scenariusza może zostać utrudniona przez kilka czynników. Pierwszy z nich ma naturę czysto formalną. Justine Henin z racji nieobecności na liście rankingowej WTA nie mogła nawet marzyć o rozstawieniu. Australian Open to nie Wimbledon i tym samym mistrzyni z Melbourne z 2004 roku już w drugiej rundzie może się spotkać z Jeleną Diemientiewą. Taki układ na pewno nie cieszy ani 27-letniej Walonki, ani starszej o rok Rosjanki. Na dodatek Henin jest na kursie kolizyjnym z Clijsters i do powtórki magicznego finału z Brisbane może dojść już w ćwierćfinale. Kolejnym problemem jest kwestia zdrowia. Justine boli noga, Serena w Sydney zaczęła narzekać na kolano, a Venus również nie byłaby sobą, gdyby przez całą imprezę przeszła bez żadnych urazów. Ostatnią przeszkodą wydaje się być czynnik ludzki. O ile siostry Williams i Belgijki poniżej pewnego poziomu nie schodzą, o tyle ich rywalki mogą się wznieść na wyżyny swoich możliwości.

W tym miejscu należałoby wspomnieć przede wszystkim o Marii Szarapowej. Przed rokiem Rosjanka nie miała sposobności bronienia w Melbourne tytułu ze względu na kontuzję ramienia. Teraz do Australii powraca, a formą imponowała już w pokazowej imprezie w Hongkongu. Nie można zapominać o innych Rosjankach. Diemientiewa i Kuzniecowa miały wprawdzie pecha w losowaniu, trafiając do ćwiartki Belgijek, ale skóry tanio nie sprzedadzą. Nieco w cieniu u progu sezonu stoją Dinara Safina oraz Serbki, Jelena Janković i Ana Ivanović. Jednak na nie, podobnie jak na Caroline Wozniacki i Wiktorię Azarenkę, zawsze uważać trzeba.

Upadek teatru dwóch aktorów?
Przez ostatnie lata kibice męskiego tenisa przywykli do wskazywania zaledwie dwóch tenisistów mogących walczyć o wielkoszlemowe laury. W chwili obecnej grono faworytów uległo poszerzeniu. Nawet jeśli Federer i Nadal wciąż wymieniani są jako pierwsi, to na plecach czują oddech nowej fali. W jej szeregach znajdują się ambitni wojownicy: Novak Djoković, Juan Martin Del Potro i Andy Murray oraz przeżywający drugą młodość Nikołaj Dawydienko.

Ubiegłoroczny finał był ostatnim wielkim pojedynkiem Federera i Nadala. Od tamtej pory wiele się zmieniło. W czasie gdy Hiszpan zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi, światowa czołówka nie próżnowała. Djoković ustabilizował się na wysokim poziomie i śmiało może myśleć o powtórzeniu sukcesu z 2008 roku. Del Potro w imponującym stylu wygrał US Open. Nieco za ich plecami pozostaje Andy Murray, uważany notabene za największy talent spośród zawodników młodego pokolenia. Inaczej prezentuje się historia Nikołaja Dawydienko. Zawsze solidny, zawsze w czołówce, ale zawsze na drugim planie. Eksplozja formy niewielkiego wzrostem, ale wielkiego duchem Rosjanina nastąpiła podczas imprezy Masters w Londynie. Dawydienko wygrał mistrzostwa ATP, a klasę potwierdził na starcie nowego sezonu w Doha. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczny Australian Open nie będzie teatrem dwóch aktorów. O ile Federer doskonale radzi sobie z ojcowskimi obowiązkami, o tyle potyczki z muskularnymi i wybieganymi rywalami sprawiają mu coraz więcej kłopotów.

Walka o tytuł w Melbourne Park powinna rozegrać się między szóstką wspominanych tenisistów. Nie należy jednak zapominać o wydarzeniach sprzed lat, które powoli stają się już znakiem charakterystycznym Australian Open. Jeden z finalistów turnieju singlistów jest niespodziewany. Tak było w 2008 roku z Jo-Wilfriedem Tsongą, w 2007 z Fernando Gonzalezem, w 2006 z Marcosem Baghdatisem, w 2003 z Rainerem Schuettlerem, w 2002 z Thomasem Johanssonem i w 2001 z Arnaud Clement. Przed rokiem bliski wpisania się tę konwencję był Fernando Verdasco, który po niezapomnianym półfinale uległ swojemu rodakowi Rafaelowi Nadalowi. Czy tegoroczna edycja także będzie miała czarnego konia?

Siostry, Kubot i deble
Kilka słów należy się także polskim tenisistom. Do Melbourne pojechała liczna jak na nasze warunki grupa. W rolę lidera wcale nie musi się tym wcielić Agnieszka Radwańska, gdyż coraz śmielej poczyna sobie Łukasz Kubot. 27-letni Polak po raz pierwszy zagra w imprezie wielkoszlemowej bezpośrednio na podstawie rankingu. I na tym sukcesy Łukasza nie muszą się skończyć. Losowanie lubinianina było co najmniej dobre. W pierwszej rundzie Mischa Zverev, a dalej Tommy Robredo i Michaił Jużnyj. Porażka w pierwszej rundzie jest równie realna jak awans do najlepszej szesnastki. Wracając do Agnieszki Radwańskiej, trzeba zaznaczyć, że Polka ponownie znalazła się w sytuacji, od której mogła się już odzwyczaić. Isia nie broni w Melbourne żadnych punktów do rankingu WTA. Przed rokiem niespodziewanie odpadła w pierwszej rundzie. Tym razem rozstawiona z „dziesiątka” krakowianka raczej nie powieli zeszłorocznego błędu, pokonując na inaugurację Tatjanę Malek. Jej postawa w kolejnych meczach (z Melanie Oudin, Francesca Schiavone, Venus Williams) w dużej mierze będzie zależeć od stanu operowanej w listopadzie dłoni. W singlu będzie nas reprezentować jeszcze Urszula Radwańska. Jej przygoda z Melbourne może okazać się jednak bardzo krótka. Wylosowała najgorzej jak tylko się dało – broniącą tytułu i najwyżej rozstawioną Serenę Williams. Amerykanka już nie raz pokazywała, że nawet nie będąc w pełni sił, potrafi pewnie wygrywać. Już tradycyjnie liczną grupę stanowią polscy debliści, wśród których znajdują się zarówno specjaliści (Klaudia Jans i Alicja Rosolska, Mariusz Fysrtenberg i Marcin Matkowski), jak i singliści. Miejmy nadzieję, że nasi przypomną sobie, jak się odnosi sukcesy na antypodach. Agnieszka Radwańska w 2008 roku grała w ćwierćfinale, Łukasz Kubot przed rokiem dotarł do półfinału debla, a w 2006 takiego wyczynu dokonali Fyrstenberg i Matkowski.

Australian Open rusza już w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego. O tegorocznej edycji z całą pewnością można powiedzieć, że będzie się różniła od ostatnich. Czy w kobiecym turnieju wróci porządek sprzed lat? Czy Belgijki i siostry Williams będą rządzić i dzielić? Czy liczna grupa Rosjanek stawi im opór? Ponownie wygra Nadal? Po raz kolejny Federer? A może pierwszy triumf w Wielkim Szlemie zapewni sobie Dawydienko? Jako kibicom pozostaje nam mieć nadzieję, że przede wszystkim wygrają niesamowite emocje i piękny tenis, a swój wkład w niezwykłość tej imprezy będą mieli biało-czerwoni.

Tomasz Krasoń



Źródło:

Zdjęcie:
australianopen.com

wyświetleń: 1103   komentarzy: 0 czytaj dalej
 
   
   
  
Jeśli uważasz ten tekst za wartościowy, umieść linka na swojej stronie:
  
Komentarze użytkowników

   
 Aktualnie brak komentarzy 
   
   
   
 

Najczęściej czytane:


· Car rosyjskiego tenisa

  2010-09-05 / 11:58:05


· Puchar Davisa: Serbia - Czechy i Francja - Hiszpania

  2010-09-08 / 10:11:50



Najlepszy tenis ziemny tylko w Tenisklub.pl!
· Adam Romer: lepiej mieć więcej niż mniej

  2010-08-23 / 10:18:50


· Krzysztof Rawa: Truskawki pachnące piwem

  2010-08-13 / 08:16:18


· Kasia Piter w Szamotułach

  2010-08-24 / 11:06:45


· Philip Gresk - człowiek Bollettieriego

  2010-08-17 / 18:06:56


· Leszek Malinowski: Siekierki na Ścianę

  2010-08-13 / 08:14:58



Najlepszy tenis ziemny tylko w Tenisklub.pl!
 
   
   
   
   
   

   
  POLECAMY!   Tenis   |   Agnieszka Radwańska   |   MŚ w Piłce Nożnej - RPA 2010  
   


 
  ©2007 Tenisklub.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk artykułów oraz innych materiałów jedynie za pisemną zgodą redakcji. | Projekt i wykonanie: Raijn Interactive.