| |
2010-01-14 / 21:20:45 / Maciej Weber
Maurycy Polaski: Trafiłem na kort i przepadłem
Tomasz Barański rozmawia z Maurycym Polaskim, aktorem i współzałożycielem „Kabaretu Pod Wyrwigroszem”
Skończył się szalenie udany, żeby nie powiedzieć przełomowy rok dla waszego kabaretu. Piosenkę „Donald marzy”, śpiewała cała Polska, a teraz pełno was w telewizji i na estradzie. Jak sobie radzicie z popularnością? - Często powtarzam, że z popularnością jest trochę tak, jak z seksem: jeden dochodzi wcześniej, drugi później. Nam przytrafiło się to po 14 latach ciężkiej pracy i nie ukrywam, że czasem czuliśmy się niedoceniani. Przez te 14 lat biedowaliście? - Nie było tak źle. Robiliśmy dobre rzeczy, które podobały się publiczności, ale po „Donaldzie” zrobiło się totalne zamieszanie! Nawet do Stanów nas teraz zapraszają. Wrócicie? - A dlaczego mamy nie wrócić? Nigdzie nie jest tak śmiesznie jak w Polsce, a to dla nas to przecież chleb. Po znajomości zdradzę, że na Florydzie nie tylko występowaliśmy. Grałem też tam w turnieju Polonia Open by Żywiec. Potrafisz utrzymać rakietę w ręku? - Koledzy w kabarecie mówią, że jestem starym dziadem i że nie mają ze mnie zbytnio pożytku, ale gdy mnie widzą na korcie, to są pozytywnie zdziwieni. Gdzie nauczyłeś się grać? - Pięć lat temu, gdy skończyłem 40 lat wymyśliłem sobie, że muszę zacząć sportowo się rozwijać. Oglądałem różne rzeczy w telewizji, ale ile można być kanapowym kibicem. I tak trafiłem na kort, a jak tam się znalazłem przepadłem i tenis stał się moją wielką pasją. Choć czasu mam mało to i tak każdą wolną chwilę wykorzystuję na to, żeby pograć.
Kto cię wciągnął w tę zabawę? - Jako młody chłopak grałem w siatkówkę, ale ze względów zdrowotnych musiałem sport zawodowy porzucić. Moim serdecznym kolegą jest Piotr Radwański, ojciec Isi i Uli. Znamy się ze starych czasów. Piotr udzielił mi nawet dwóch lekcji, a po nich zagrałem nawet kilka gemów z Ulą. Ona miała 12 lat i grała lewą ręką. Fajnie było bardzo.
Wyszedłeś spod ręki Piotra Radwańskiego? To za mocno powiedziane. Moimi przewodnikami tenisowymi było dwóch kolegów aktorów, a najbardziej Leszek Malinowski. Szybko bowiem się dowiedziałem, że aktorzy grają w tenisa podczas specjalnie organizowanych dla nich turniejów.
Najlepszy mecz życia masz już za sobą czy przed sobą? - Przed. Zdecydowanie przed. Wyobrażam sobie, że będę jeszcze grał dużo, dużo lepiej. Być tylko trzy razy w tygodniu po dwie godziny na korcie i wskoczę na kolejny stopień tenisowego wtajemniczenia. To marzenie ściętej głowy, bo na treningi nie mam prawie czasu. Ale i tak nie jest źle. Maurycy Polaski w życiu i na korcie to dwie różne osoby. Zasuwam lewa prawa, dobrze się poruszam, dobrze serwuję, dobrze smeczuję...
To co w takim razie masz słabego? - Resztę mam słabą. Brakuje mi regularności. Jestem na tenisowym dorobku. Jest łatwa piłka, zamiast walnąć w nią z całej siły, żeby wpadła w narożnik kortu trafiam w siatkę. Nieodżałowany komentator tenisa Zdzisław Ambroziak by powiedział: „Mógł z tą piłką zrobić wszystko”.
Maurycy Polaski 45 lat, aktor, muzyk, artysta kabaretowy, współzałożyciel „Kabaretu pod Wyrwigroszem”. Absolwent PWST w Krakowie, gdzie od czasów studiów mieszka. Przez lata związany ze „Spotkaniami z balladą”. Ma córkę Olgę (17 lat,). Hobby: tenis, muzyka. Komponuje, pisze teksty piosenek, m.in. napisał tytułową piosenkę do polskiej wersji „Ulicy Sezamkowej”. Kabaret pod Wyrwigroszem wspólnie Maurycym Polaskim tworzą: Łukasz Rybarski, Beata Rybarska, Andrzej Kozłowski i Tomek Olbratowski.
Źródło: Archiwum Tenisklubu
Zdjęcie:
| wyświetleń: 1298 |
|
komentarzy: 0 |
|
 |
|
|